Gdybym ja na dworze był dodał Baryczka, gdybym ucho jego miał nie zniósłbym tych miłośnic, o których wszyscy wiedzą, palcami je wytykają.
W Krakowie bo ich nie ma szepnął Groch, ręką na różne strony pokazując. Siedzą pono po królewskich dworach w Opocznie, w Czehowie, w Krzeczowie
Pełno ich wszędy burząc się ciągle, mówił Baryczka znajdą się i w naszem mieście
Mało tego! krzyknął wreszcie ludzie prawią o żydówkach!
Groch i Neorża dopiero tę okropność posłyszawszy, załamali ręce z przerażenia.
Nie może to być wtrącił Groch
Neorża milczał Rozmowa o królu przerwała się, bo pod oknami dworu przesunęła się jakaś postać, a nikt podsłuchanym być nie życzył.
Jeden mężny ks. Baryczka, to co mówił, gotów był powtórzyć zawsze i wszędzie.
Gospodarz podniósł się, oczekując na przybywającego, co się przed chwilą przemknął.
Drzwi otwarły się z wolna, i na progu ukazał się, znany dobrze Neorży, jeden z Jaksów miechowskich.
Była to, jak wiadomo, jedna z najzamożniejszych rodzin przed wiekiem, część jej dotąd majętności zachowała, druga, która wiele bardzo świadczyła zakonom, zubożała była, i właśnie jakoś pod te czasy ten sam Mikuła, który stał w progu, z majętności niegdyś zapisanych opactwu Jędrzejowskiemu, z których sobie dziadowie jego serca bydlęce wymówili na znak posiadania, odprzedał je opatowi za grzywien trzydzieści
Neorża córkę miał jedną, mówiono, że Mikuła starać się był rad o nią. Ale Jaksa do dworu króla należał, krzywo nań patrzano. Gdy wszedł, zamilkli.
Choć zubożenie znać było na młodym Gryfie, ale i ród szlachetny z twarzy poznał każdy. Postawę i rysy miał piękne, rycerskie, może dla mężczyzny zanadto słodyczy i wdzięku.
Coś pańskiego wiało od niego, choć odziany był skromnie bardzo
Neorża go zimno przywitał, odgadywał już, że Jaksa, na dworze króla przebywający, niesie mu pewnie jaką niełaski jego przestrogę. Wolał z nim o tem nie mówić
Zagadano o rzeczach obojętnych, o nabożeństwach po kościołach, o miejskich posłuchach.
Jam się przybył pożegnać z wami ozwał się Jaksa, bo lękam się, ażali nie wyjeżdżacie.
Tak mi się zdało!
Gospodarz ostro nań spojrzał.
Pewnie, że ja tu robić co nie mam rzekł, ale też i spieszyć ztąd nie chcę, aby się nie zdało komu, że uciekam od zagniewanego oblicza pańskiego!!
Jaksa spojrzał nań nawzajem, i zamilkł.
Cóż król? chmurno zapytał Neorża
Na łowach.
Gniewny? burknął stary.
Jam go w gniewie nie widział nigdy prawie odparł Jaksa. Na chwilę się uniesie, ale prędko hamować umie
A na mnie sierdzi się przecie! wykrzyknął Neorża.
Nie chciał Jaksa odpowiadać wprost, co myślał.
Ja tam nie wiem zamruczał, sądzę jednak, że gdy na czas jakiś z oczów mu zejdziecie, a wrócicie potem, nie będzie pamięci o tem, co zaszło.
Ale ja mu tego nie zapomnę! zamruczał Neorża.
Ks. Baryczka wstał, wuja żegnając, i wyszedł. Groch pozostał, Jaksa siedział.
Wspomnienie króla na nowo poruszyło Neorżę, chodził i pomrukiwał groźno.
Chociaż o Jaksie wiedział, że przy królu stał, nie powstrzymał języka, sądząc, że gdy się o dziewkę jego starał, potakiwać mu musi.
Nie takiego nam tu króla było potrzeba rzekł, to dla chłopów król, nie dla nas On ziemian nie chce znać, ani miłować, my go też nie miłujemy.
Zarumienił się Jaksa i rzekł żywo:
Darujcie my co przy nim jesteśmy, kochamy go.
A no! na zdrowie! szydersko rzekł Neorża. Twarz mu się krwią cała zalała.
Jaksa wstrzymać się nie mógł, powstał z ławy.
Tak dodał, my, co mu służemy, miłować go musimy, bo dobry, i sprawiedliwy, i dobrze pragnący pan jest, a nieszczęśliwy.
On! mruknął Neorża on! a co mu jest? Skarb, co za starego stał próżny, u niego pełen; dwadzieścia tysięcy grzywien wyliczyć niemcowi, to u niego nic; klejnotów i sreber jak lodu Cóż mu brak?
Miły panie począł Jaksa łagodnie. Nie wiem, czy to szczęście daje Potomka nie ma.
Czemuż z żoną nie żyje?
Jaksa zmilczał.
Neorża małem przeciwieństwem zniecierpliwiony, już na przyszłego zięcia i patrzeć nie chciał.
Dumny Gryf, poznawszy się na tem, mało co się skłoniwszy, wyszedł. Wzrokiem za nim pociągnął Neorża i siadł za stół przy Grochu, którego pewnym był, iż z nim jedno myśli.
Jak ci się zda? sędzio odezwał się po cichu. Mamy my jego cierpieć?
Kogo? zapytał trochę zdziwiony gość.
A, króla! mówił Neorża. Dawniej przecież ziemianie sobie królów wybierali, a jak im byli krzywi, zrzucali ich.
Ależ to koronowany król! szepnął Groch nieśmiało.
E! e! odparł gospodarz, ręką machając co nam tam jego korona!! Tu w krakowskiem, ja wiem, że my mu nic nie zrobimy, ale trzeba z innego końca zaczynać. W Wielkiej Polsce, w Poznaniu tacy się znajdą, co mogą się ruszyć, bo im to nie po myśli, że koronę im z Gniezna wywieźli, i ze stolicy ich zrobili małe miasteczko.
Tam każdemu wielkorządzcy śni się, że jak Pomorzanie, oderwie się i z pod króla wyswobodzi. Tam jedniby może Brandenburgowi radzi, drudzy Szlązakom.
Tam
Mówiąc, spojrzał na podsędzię i przerwał nagle. Groch wprawdzie na króla narzekał, ale tak zuchwałych myśli nie mógł pochwalić. Znacząco się zasępił, a Neorża postrzegł, że się niepotrzebnie przed nim wypaplał. Naprawiając ten błąd, począł się uśmiechać zakłopotany.
At, plotę rzekł at, plotę! Nie mogę bo mu moich szkap przebaczyć. W Wieliczceby się były spasły.
Groch nie dał się zwieść tym zwrotem.
Niepotrzebnie wy z tym żalem, i takiemi tam rzeczami wygadujecie się zamruczał. Co tam te Wielkopolany myślą, Bóg ich wie, ale jak Wincz z Szamotuł nie dał rady Łokietkowi, i kajać się musiał, a potem go ziemianie rozsiekali, tak może być i z temi, co poprobują się teraz przeciw panu ruszać!! jeśli się na to ważyć będą!
Neorża stał zadumany.
Albo to on taki mocny, jak jego stary ojciec był? począł uspokojony. Do wojny nie bardzo sposobny budowałby tylko i przewracał wszystko. Baby nadto lubi, za stołem rad siaduje, na łowy jeździ, turnieje wyprawuje.
Otóż wy go nie znacie rzekł Groch, głową pokręcając. Wszystko to prawda, a no, bieda, że wolę ma taką żelazną, jak i ojciec, a rozum chytrzejszy, przebiegłość większą.
Neorża patrzał bardzo zdumiony, słuchał, niepewien, co począć z człowiekiem, na którego się usposobieniu nie poznał, ruszał ramionami.
Jak nam z tem będzie, gdy on wszystko do góry nogami wywróci i zechce przerabiać mówił Groch to jeszcze niewiadomo, ale postawi na swem westchnął sędzia.
Nam z tem nie będzie dobrze mówił dalej. Co naówczas sędzia ma znaczyć!! Pewnie nam i naszego grosza obetnie bo on więcej dba o kmiecie, o osadniki, o biedny, ciemny lud, niż o nas i o ziemian Ale co postanowił, toć to dokaże! Ja go znam! A co wy mówicie o Wielkopolanach także na tem bardzo polegać nie można. Choćby rycerstwo nie bardzo było chętne, znajdzie zaciążnego żołnierza na Węgrzech, po Niemczech
Westchnął Groch, zadumał się Neorża.